Tekst alternatywny

Groźny rozpad

(Felieton ukazał się 25 lutego 2014 r.)

Ze wzgórza pod Krakowem

Groźny rozpad

Czego życzyć Ukrainie? Tego, aby pozostała jednak całością, bo podział uderzy we wszystkich jej sąsiadów

I wojna światowa, której 100-lecie wybuchu będziemy obchodzić w tym roku, całkowicie przemeblowała mapę Europy. Po 1918 r. powstały nowe państwa, w tym dwa sztucznie utworzone: Czechosłowacja i Jugosławia. Już wkrótce zaczęły się one rozpadać. W 1938 r., przy akceptacji Francji i Anglii, nastąpił rozbiór pierwszego z nich, a trzy lata później, po agresji Niemiec, podzielono drugie. Po II wojnie światowej oba kraje zostały odtworzone, choć Czechosłowacja utraciła Ruś Zakarpacką na rzecz ZSRS, a Jugosławia uzyskała Istrię i Zadar kosztem Włoch. Przeżyły one jako całość do początku lat 90., aby w końcu całkowicie się rozpaść. Nasz południowy sąsiad podzielił się na dwa kraje, i to w sposób łagodny, nazywany „aksamitnym rozwodem”. Jednak drugie państwo słowiańskie podzieliło się aż na siedem osobnych organizmów. Na dodatek „po bałkańsku”, czyli w sposób krwawy. Przez kilka lat trwała wojna, a żadna ze stron nie cofała się przez ludobójstwem, nazywanym eufemistycznie „czystkami etnicznymi”. Symbolem tego stała się zagłada Chorwatów w Vukovarze i Bośniaków w Srebrenicy.

Miałem okazję zapoznać się z tym wszystkim, gdy w 1993 i 1994 r. uczestniczyłem w konwojach humanitarnych do Sarajewa. Rok później podobne spustoszenia, dokonane tym razem przez Rosję, widziałem w Czeczenii, a w 1999 r. w Albanii, do której dotarły setki tysięcy uchodźców z Kosowa.

Dzisiaj wszystko to, co dzieje się tuż za naszą wschodnią granicą, jest nieprzewidywalne. Sytuacja zmienia się z godziny na godzinę. Leje się krew, i to po obu stronach. Warto się więc zastanowić, jaka będzie przyszłość naszego sąsiada. Czy przetrzyma kryzys, który ma już charakter wojny domowej? Czy 45-milionowy naród, tak bardzo wewnętrznie podzielony, będzie mógł żyć nadal razem, czy się podzieli? A jeśli się podzieli, to czy będzie to wariant czechosłowacki, czy też, nie daj Boże, jugosłowiański? Już teraz widać, jak zawiodła polityka UE. Polska musi więc wypracować własną strategię, bez ustawicznego oglądania się na Brukselę i Berlin, oraz bez cofania się do przestarzałego tzw. mitu Jerzego Giedroycia.

Czego życzyć Ukrainie? Tego, aby pozostała jednak całością, bo jej podział uderzy w sąsiadów. Tym bardziej że będzie to raczej rozpad „po bałkańsku”, a wtedy graniczyć będziemy z nacjonalistyczną „Hałyczyną”, biedną, agresywną, rządzoną niepodzielnie przez Ołeha Tiahnyboka i banderowców ze Swobody.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski

ks_Tadeusz_Isakowicz_Zaleski_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress