Tekst alternatywny

Ktoś to musi zrobić?

Wrzutka

Ktoś to musi zrobić?

Kiedy z dumą w sercu, ale również z odrobiną bojaźni, słuchałem słów Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim, zadawałem sobie pytanie: Czy musimy? Czy nie możemy poczekać, rozejrzeć się, czy nie zrobi tego nikt za nas? 

Bo przecież oczywiste jest, że nie chodzi tu o kilku nędznych sędziów, parę zapisów w traktatach czy nawet o szmal, który sami wrzucaliśmy do wspólnej kasy, lecz o rzeczy zgoła większe, streszczające się w formule „Żeby Polska była Polską, a Europa Europą”. Czy unikatowy twór, jakim była chrześcijańska wspólnota krajów na niedużym półwyspie Azji, w ogóle przetrwa, czy ulegnie biurokratycznej słoniowatości, po czym rozpadnie się z hukiem, by utonąć w oceanie arabstwa? Mój kontynent już parę razy bywał w dramatycznych opresjach i tylko cudem się uratował – Pod Maratonem i Salaminą (V wiek p. Chr.), gdy nie uległ Persom, pod Poitiers (731), kiedy Karol Młot zahamował pochód islamu, czy w wyklinanym roku 1492 (z racji islamofobii, antysemityzmu i inkwizycji), gdy Kolumb dał wątłej Europie drugą szansę, której nie zmarnowała. A dziś? Jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy? Anglicy zabrali swoje zabawki, a innych chętnych przeciwstawić się tęczowo-czerwonej zarazie nie widać. Padło na nas. Wbrew obiegowym opiniom to nie straceńczy gen kierował nas na misje niemożliwe. Mogliśmy oczywiście nie iść pod Wiedeń z Sobieskim, w 1920 poddać się hordom Tuhaczewskiego, a w 1939 zawołać: „Jawohl, mein Führer!”, tylko czy w ostatecznym rozrachunku coś byśmy na tym wygrali? Na szczęście tym razem nie chodzi o przelewanie krwi, chociaż… Jeśli dzisiejsze pokolenie dla świętego spokoju skapituluje na wszystkich frontach, następne będzie musiało się bronić. Czy możemy przegrać? Doraźnie – być może. Ale przykład bywa zaraźliwy, a po powszechnym zaczadzeniu nadchodzi czas otrzeźwienia. Polska Odrodzona zaczęła się od grupki młodzików, którzy w 1914 wymaszerowali z Krakowskich Oleandrów. Wielką Solidarność zapoczątkował strajk w obronie jednej suwnicowej. Kiedy mówimy „non possumus”, nie robimy tego dla rozgłosu czy tym bardziej poklasku – mówimy, bo nie ma innego wyjścia i nikt za nas tego nie zrobi!

Marcin Wolski
albicla.com/MarcinWolski
źródło: Gazeta Polska | www.gazetapolska.pl

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress