Tekst alternatywny

Polski Ład okiem organizatora

Wróg Ludu

Polski Ład okiem organizatora

Ten komentarz piszę z punktu widzenia pracodawcy, człowieka generalnie przez całe życie zarabiającego w firmach, które stworzył lub współtworzył. Musiałem nauczyć się organizacji, bo w III RP z moimi poglądami mógłbym jedynie siedzieć na bezrobociu i pisać do szuflady.
Patrzę na problemy związane z wprowadzaniem nowego ładu i wcale nie martwi mnie nachalny i nieuczciwy atak opozycji ani też to, że moment wprowadzenia projektu nałożył się fatalnie ze skokiem inflacji. To wszystko może się obrócić jeszcze na dobre. Opozycja jak zwykle przesadzi, a kiedy zaczną wychodzić pozytywy zmian podatkowych, nie będzie potrafiła wyjść ze swojej agresywnej narracji. To samo z inflacją. Wynika ona przede wszystkim z wyśrubowania cen energii, a te rynek zaraz sam zatrzyma, bo przy kolejnych podwyżkach załamie się produkcja w całej Europie. Pakiety antyinflacyjne zadziałają i mogą do momentu utrzymania niskich podatków dać długotrwały efekt  niższych niż w UE kosztów produkcji w Polsce.
Martwi mnie zupełnie co innego. Nie rozwiązano być może najważniejszego problemu polskich podatków: ogromnego skomplikowania. System zamiast zostać uproszczony, skomplikował się jeszcze bardziej. To jest główną przyczyną błędów. Zapewne sami autorzy wielu rozwiązań podatkowych zaskoczeni są, że w konkretnych sytuacjach działa on odwrotnie, niż by chcieli. Po prostu przepisów i sytuacji jest tyle, że nie a się już wszystkiego przewidzieć. Dalsze poprawianie tego systemu nic nie przyniesie. Trzeba go zdecydowanie uprościć. To łatwo można zilustrować prostym przykładem: jeżeli systemem podatkowym rządził przepis A i B, to poprawiając go o C, spowodujemy, że kolejne poprawki będą musiały zawierać już dwa razy więcej przepisów. Tak właśnie dzieje się z Polskim Ładem: próbowano przewidzieć wszystko, ale rzeczywistość podatkowa po prostu tak spuchła, że trudno każdy przypadek opisać.
Jak sobie z tym poradzić? Trzeba spojrzeć na to wszystko mocno z daleka i szukać wspólnego mianownika dla wielu rozwiązań.
W Polsce mamy kilkadziesiąt form zapłaty za wykonaną pracę. Często żeby pracownikowi wypłacić tę samą sumę pieniędzy, pracodawca musi ponieść dwa razy większe koszty – wszystko zależy od formy zatrudnienia. I nie chodzi tu wcale o wysokość dochodów, tylko o świadome udawanie, że osoba stale zarabiająca na umowę o dzieło czy zlecenie nie dostaje pensji. Dostaje, tylko państwo samo stworzyło takie możliwości, nie mogąc wszystkim zafundować wysokich podatków. Podatki i parapodatki (na przykład ZUS) na różne rodzaje umów trzeba po prostu uśrednić. Muszą być one zależne przede wszystkim od wysokości zarobków, a nie formy zatrudnienia. Ale żeby uzyskać na to zgodę społeczną, najbardziej obciążone podatkami umowy powinny zostać odciążone, a te najmniej – dociążone. Tego nie zrobi się od razu, ale wyjścia już nie ma. To samo dotyczy działalności gospodarczej. Trzeba co się da zamienić na ryczałt, a resztę rozliczać na zasadach spółek kapitałowych. Dzisiaj przedsiębiorca, który ma milion dochodów miesięcznie, zapłaci od działalności gospodarczej prawie 50 tys. składki zdrowotnej, nawet jeżeli jego działalność przynosi straty, a ktoś, kto posiada 100 proc. udziałów w spółce kapitałowej, może nie płacić ani grosza. Absurd. Takich rzeczy będzie wychodzić więcej. Dlatego trzeba uprościć system, bo kolejne poprawki będą jak cerowanie prezerwatywy. Najlepiej niech będzie jeden podatek zależny od dochodów, jedna składka na emeryturę i jedna składka na zdrowie – na wszystkie umowy, ale za to o niskich wartościach. Wszyscy pracujący zostaną ubezpieczeni, państwo utrzyma dochody i będzie nawet sprawiedliwie.

Tomasz Sakiewicz

albicla.com/TomaszSakiewicz

źródło: Gazeta Polska | www.gazetapolska.pl

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress