Tekst alternatywny

Sodoma z Gomorą

Sodoma z Gomorą

Znakomity publicysta Piotr Semka wyraził na falach Polskiego Radia żal, że to Kraków został wyznaczony przez Papieża Franciszka miejscem, w którym w roku 2016 odbędą się następne Światowe Dni Młodzieży. A nie na przykład Lednica. Bo, stwierdził Semka, będziemy przecież owe Dni obchodzić niejako przy okazji 1050-lecia Chrztu Polski, a wydarzenie to miało prawdopodobnie miejsce właśnie gdzieś w okolicach Jeziora Lednickiego.

Może tak, może nie. Niektórzy historycy wskazują inne lokalizacje, łącznie z takimi, które znajdują się na terenach dawnego Świętego Cesarstwa Rzymskiego (Narodu Niemieckiego dodano dopiero bodaj pod koniec XV w.). Tak naprawdę nie wiemy, gdzie się to wszystko odbyło.

Wiemy za to dobrze, że nie było żadnego Chrztu Polski, bo, po pierwsze – ochrzcił się książę Mieszko wraz ze swoją drużyną (jakieś 3000 chłopa) i na tym na długo stanęło. Chrześcijaństwo tak powoli przenikało na nasze ziemie, że jeszcze dobry wiek później Władysław Herman miał nieślubnego syna Zbigniewa który w najlepsze rywalizował z synem legalnym, Bolesławem Krzywoustym; rzecz w krajach mocno zakorzenionego chrześcijaństwa niewyobrażalna. Po drugie – w roku 966 nie było też Polski. Było Państwo Polan, a raczej Państwo Mieszka, czy też Państwo Gnieźnieńskie. Kanoniczna data dla Krakowa nie ma żadnego znaczenia, bo tu chrześcijaństwo obecne było już co najmniej od początku X w., albo i dłużej, by wspomnieć czasy Wielkich Moraw. Kraków był częścią Królestwa Czech, starszego i wcześniej schrystianizowanego (pierwsza katedra na Wawelu dedykowana była św. Wacławowi, patronowi Czech); Mieszko zdobył (zdobył, a nie odzyskał!) Kraków gdzieś na przełomie lat 80. i 90. dziesiątego stulecia. Z punktu widzenia krakusów, a właściwie Wiślan żyjących ponad tysiąc lat temu pod czeskim panowaniem, włączenie ich grodu do polańskiego organizmu państwowego – to był najazd obcych z północy, a nie jakieś gromadzenie ziem „polskich”, bo Polanie wyszli z odległych lasów i choć mówili podobnym językiem, to i Czesi również – ostateczne oddzielenie się polszczyzny od języka czeskiego nastąpiło dużo później.

Lecz nie zmienia to faktu, że bieg dziejów potoczył się tak, iż właśnie Kraków stał się duchową stolicą Polaków i nadal nią pozostaje, co niedawno na łamach tygodnika „Sieci” opisał rodowity łodzianin, Łukasz Warzecha. A sam Piotr Semka niejako poświadczył tę opinię, stwierdzając, że Ojciec Święty wymienił akurat Kraków, bo to pewnie jedyne polskie miasto jakie zna, choćby przez wzgląd na bł. Jana Pawła II.

Co z tym Krakowem? O swoim rodzinnym mieście przeczytałem niedawno sporo internetowych wpisów, a dodatkowo byłem parę tygodni temu uczestnikiem spotkania z prof. Andrzejem Waśką, który stawiał między innymi pytania, jak to jest, że Kraków to jedyne duże polskie miasto, którego mieszkańcy zadowoleni są z faktu że mieszkają tu, gdzie mieszkają? Rzecz, wydawałoby się pozytywna, ma swoje gorsze strony. Bo skoro jest tak dobrze, to po co cokolwiek zmieniać? A w przekonaniu, że w Krakowie żyje się cudnie, powolnym, spokojnym tempem, jakże odstającym od zabieganej Warszawy, utwierdzają nas jeszcze usłużni piosenkarze w rodzaju Andrzeja Sikorowskiego, który wyśpiewywał słynne „Nie przenoście nam stolicy do Krakowa” – tak jakby ktoś miał takie przenosiny w planach.

Faktem jest, że w Krakowie, nawet pod władzą prezydenta Jacka Majchrowskiego żyje się znośnie. A przecież przekrętów nie brak; przykładowo, czytam na niezależnej.pl: „trwa szturm lokalnych polityków PO na obsadzane przez prezydenta miejskie spółki… „Lista jedenastu” – tak w Krakowie mówi się o nazwiskach, które mieli w ostatnich dniach zarekomendować prezydentowi Jackowi Majchrowskiemu politycy PO. Ma to być zapłata za absolutorium, którego udzieliła mu Rada Miasta właśnie głosami Platformy”. Ale kto na to zwróci uwagę? To przecież, ot, średnia krajowa. Nie ma u nas problemów z wywalaniem 3 mln zł. na renowację jakiegoś pomnika Czterech Śpiących (jak to się dzieje w Warszawie), z tej prostej przyczyny, że w sferze symbolicznej dekomunizacja miasta przebiegła szybko i sprawnie; wszelkiego rodzaju „Leniny” i „Koniewy” zdemontowano już w okresie przełomu 1989/90 r. Ulice wróciły do nazw tradycyjnych. Zdarzają się drobne problemy komunikacyjne, ale to nic w porównaniu z zalanym tunelem Wisłostrady. Największy skandal budowlany to tzw. Szkieletor, nieukończony szkielet biurowca przy Rondzie Mogilskim. Ale nawet on czynnie nie przeszkadza, szpeci tylko sylwetę miasta; zresztą ponoć (daj Boże) od przyszłego roku mają się za niego naprawdę zabrać… Że w mieście akademickim absolwentom trudno znaleźć pracę? No cóż, skoro kupiło się dyplom na psychologii lub zarządzaniu i marketingu w krakowskim zamiejscowym oddziale Szkoły Wyższej w Pikutkowie Górnym, to niełatwo o dobrą robotę, chyba że jakiś leming wierzy w to, co obejrzał w TVN-owskich serialach, gdzie dwudziestoośmioletni prawnicy z kancelarii adwokackiej zamieszkują luksusowe apartamenty czy inne smart-living na Żoliborzu. I ten leming myśli, że można tak naprawdę.

Profesor Majchrowski rządzi bardzo sprytnie, na zasadzie „Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Jest monarchistą i miłośnikiem Bractwa Kurkowego, jednakowoż podrywa się i staje na baczność podczas odtwarzania Międzynarodówki na kongresie SLD.

Nie ma w Krakowie prawdziwie wielkich afer i skandalicznych zaniedbań. Co złe, sączy się po cichu, po trochu, właśnie w typowo krakowskim tempie, w Warszawie zaś leży na wierzchu, co pozwala zmobilizować ludzi do zdecydowanego sprzeciwu. Życzę serdeczne warszawiakom, by zmobilizowali się i w referendum odwołali panią Gronkiewicz-Waltz. U nas to jednak nie przejdzie. Milusi prezydent nie izoluje się od obywateli, dba, by zło kapało po odrobince, by trudno było zauważyć, że nasze miasto przekształca się w majchrowsko-platformiany folwark. „Wisełka płynie wolno” – mawiał mieszkający ponad sto lat temu przy ulicy Karmelickiej Stanisław Przybyszewski. „Ma czas, robaczku, ma czas…”.

„Kraków i Nowa Huta / Sodoma z Gomorą / z Sodomy do Gomory / jedzie się tramwajem” – melorecytował blisko dwadzieścia lat temu Marcin Świetlicki na pierwszej płycie swojego zespołu Świetliki. Tak źle nie jest, ale czwarta kadencja Majchrowskiego może oblec słowa w rzeczywistość. Tylko rzetelna akcja informacyjna i mobilizacja przy wyborach samorządowych dają możliwość, że za trzy lata Papieża Franciszka powita w mieście, którego chrześcijaństwo starsze jest od chrześcijaństwa Polan, prezydent nie stawiający diabłu ogarka.

Tomasz Kowalczyk

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress